Bohaterowie z Zakarpacia na Donbasie

Bohaterowie z Zakarpacia na Donbasie
128 Brygada Piechoty Górskiej (miejsce sformowania - miasto Mukaczewo, rejon Zakarpacia) stanowiła podstawę ukraińskiego wojennego ugrupowania w rejonie Debalcewskiego przyczółku w strefie ATO na Donbasie.

Po tym, jak wojska rosyjskie i separatyści otoczyli ukraińskie wojska, w rejonie miasta Debalcewe, brygada była zmuszona wydostać się z okrężenia. Z tym zadaniem żołnierzom z powodzeniem udało się uporać. I dowódcy 128 brygady, pułkownikowi Siergiejowi Szaptale prezydent Piotr Poroszenko nadał tytuł "Bohatera Ukrainy".
A sama brygada, w końcu wyruszyła na rotację. Rzecz w tym, że wstąpiwszy na służbę we wrześniu, większość żołnierzy tej brygady bez mała pół roku była pozbawiona możliwości odpoczynku chociaż na kilka dni. Z przyczyn niezależnych od brygady, porządek rotacji został zerwany.

Zastępca dowódcy 128-ej brygady Jewgenij Bondar opowiedział o tym, z jakimi problemami w strefie ATO spotkali się żołnierze zakarpackiej brygady.
Z Jewgienim biesiadujemy w szpitalu w Kijowie - do którego trafił prosto spod Debalcewe...

- Dlaczego walczyliście tak długo bez możliwości zamiany?

- Podstawę sektora "S" w rejonie Debalcewe stanowiła nasza 128 brygada. Sytuacja na przededniu odejścia z Debalcewe była dla nas bardzo trudna i napięta. Część naszych żołnierzy znajdowała się od początku września w najbardziej zapalnych miejscach Donbasu. Podkreślam: byliśmy tam bez żadnej rotacji. Mogli dać miesiąc odpoczynku tylko jednemu zmechanizowanemu batalionowi, ponieważ przebywał w najbardziej zapalnych punktach. I główną część strat naszej brygady stanowili właśnie żołnierze tego batalionu.
Początkowo decyzja dowództwa była właściwa: dwa bataliony walczą, a jeden na rotacji. Ludzie zaakceptowali taki porządek: dla wszystkich było jasne: dwa miesiące w boju - potem miesiąc odpoczynku.
Ale wyższe dowództwo zmieniło plany. Stało się tak ze względu na fakt, że batalion obrony terytorialnej "Wołyń" zreformowali do zmotoryzowanego batalionu piechoty. A oni powiedzieli: jeśli nie jesteśmy już tylko piechotą a zmotoryzowaną piechotą, to wycofujcie i wyposażajcie nas. W rezultacie, zmechanizowany batalion, który miał zmieniać batalion piechoty górskiej czyli naszą brygadę, aby zapracować zaplanowaną kolejkę rotacji, został wycofany i przemieszony w innym kierunku. Rezultatem było to, że cała brygada pozostała bez rotacji. A na początku stycznia, bojownicy i Rosjanie rozpoczęli ofensywę na szeroką skalę.

Podczas ofensywy doznano dość poważnych strat. Czy możliwe było ich uniknięcie lub chociażby zmniejszenie?

- W tych walkach, 128 brygada nie zdała ani jednej swojej pozycji. Najgorsze jest to, że mieliśmy bardzo duże straty - rannych ("trzysetki"), i zabitych ("dwusetki"). Żołnierze byli wycieńczeni, nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Być może wyższe dowództwo myślało, że wystarczy zapewniać nam stały dopływ amunicji. Ale to zdecydowanie za mało. Ludzie byli nadzwyczaj wycieńczeni - spali miesiącami po 1-2 godziny na dobę...
Potrzebna była pilna rotacja, brygadę trzeba było wycofywać. Tym bardziej, że z powodu bardzo intensywnych półrocznych walk praktycznie cała nasza artyleria się zużyła - z sześciu dział w baterii w szeregach pozostało po jednym sprawnym. Niektóre baterie w ogóle były bez broni. Jest faktem, że dali nam 12 samojezdnych dział i wzmocnili czołgami.
Jeśli ukraińska armia chciała naprawdę utrzymać Debalcewe - trzeba było, aby świeże brygada przedarła się i odzyskała pozycję. A naszą brygadę trzeba było wycofywać. Wycieńczeni żołnierze z naszej brygady stawiali pytanie: albo nas zmieniają, albo sami odejdziemy, nie czekając na zmianę. Ale rezerw dla tego, by "zatkać dziury" w dowództwie nie było...

- W czym upatrujesz przewagę przeciwnika?

- W czym ustępowaliśmy przeciwnikowi, to w działalności wywiadowczej. U przeciwnika są stale zaangażowane samoloty bezzałogowe - praktycznie ciągle latały nad naszymi pozycjami. Bywało to tak, że w nocy latało po 16 ich samolotów bezzałogowych. Przy czym ich urządzenia nie takie amatorskie, jak nasi wolontariusze robili, a solidne - latały na dużej wysokości, z dużym zasięgiem, obsługą i centrum sterowania, który znajdował się w odległości pięćdziesięciu kilometrów.
 Ogromny problem w tym - że u Rosjan i separatystów było bardzo dużo artylerii - "Gradów", "Huraganów", "Smierczy" - i amunicji. Opowieści o tym, że kolejny "konwój humanitarny" przywiózł bojownikom amunicję - to bzdury. Tak ogromną liczbę samochodami nie zawieziesz. W stu procentach dostarczono koleją.
Wszystkie nasze pozycje były ostrzelane przez bojowników: my swoich pozycji nie zmienialiśmy, były statycznie. A oni ciągle się przemieszczali. To, co nas ratowało to zakopać się głębiej w ziemię.
Rosjan walczyło bardzo wielu. I stali oni w drugiej linii, w pierwszej - separatyści. Przeciwnikiem kierowali rosyjscy oficerowie - czwarta oddzielna słowiańska brygada faszczewskiego ugrupowania. Artyleria była cała rosyjska. Na czołgach była większość separatystów, ale były i rosyjskie załogi. Te czołgi, które nasi przejęli były wypchane rosyjskim suchym prowiantem i rosyjskimi konserwami.

 

... Po nowych mińskich porozumieniach Kijów, Warszawa i cała Europa, wszyscy czekają na rozejm ze strony Rosjan i separatystów. Ale wszystkie rozejmy są wykorzystywane przez Rosjan i bojowników wyłącznie w celu szkolenia personelu na poligonach, prowadzili ostrzelania. Tak będzie i tym razem.


Specjalnie dla Wschodnik.pl, rozmawiał Andriej Misieluk